Dodatek specjalny
WP Dodatek specjalny Partner wydania
Partner wydania
Pieniądze na koncie można dziś stracić nie wychodząc z biura czy z domu. Mimo stosowanych przez banki i sklepy coraz lepszych zabezpieczeń, przestępcy nie mają problemu, by dostać się do naszego konta.

Zwyczajny dzień w biurze. Siedzisz przed komputerem i pracujesz – jak co dzień. Jak co dzień – idziesz na lunch do pobliskiego bistro. Chcesz płacić kartą – jak co dzień. Tym razem jednak – odmowa. Próbujesz drugi raz – znów odmowa. Dziwisz się, bo przecież pieniądze są na koncie – może jakaś awaria. Wyjmujesz telefon i wchodzisz na konto przez aplikację. Czujesz nagły skurcz w żołądku – na koncie jest 5 zł, a jeszcze wczoraj było 5 tysięcy. W historii transakcji widnieją zakupy, których nigdy nie robiłeś, szczególnie, że przecież nie byłeś dziś w… Szanghaju.

Gdzie są twoje pieniądze?

Prawdopodobnie na koncie przestępców, którzy uzyskali dostęp do twojego konta. Lub na kontach prawdziwych sklepów, w których robili oni zakupy korzystając z twojego rachunku albo numeru karty. Jak to możliwe?

Płatności z wykorzystaniem numeru karty nie wymagają zwykle dodatkowych autoryzacji przez sms czy bankową aplikację. Wystarczy znać numer karty, datę ważności, imię i nazwisko właściciela oraz kod CVC 2 (dla MasterCard) lub CVV 2 (dla Visa). Te ostatnie są wydrukowane na odwrocie karty obok miejsca na podpis. Kiedyś takie transakcje można było wykonywać tylko z użyciem kart kredytowych. Dziś już większość banków pozwala na nie z wykorzystaniem kart debetowych (popularnych kart „do konta”).

Złodzieje pozyskują te dane w różny sposób – kelner robiący zdjęcie karty na zapleczu restauracji, pracownik hotelu, któremu dyktujemy dane przez telefon czy wreszcie – specjalnie spreparowana strona internetowa, która do złudzenia przypomina stronę sklepu internetowego. Albo – wirus w komputerze, który umożliwia śledzenie tego, co wpisujemy na klawiaturze podczas płatności z wykorzystaniem karty.

Te dwa ostatnie sposoby pozwalają też na wykradzenie danych dostępowych do konta bankowego. Przestępcy podszywają się pod sklep, który odsyła klienta na fałszywą stronę płatności. Ta jest niezabezpieczona szyfrowaniem, więc można podejrzeć co klient wpisuje – i ukraść jego login i hasło. Dodatkowe potwierdzenie smsem lub autoryzacja przez smartfon?

Niewielki problem – większość ludzi nie czyta szczegółowych informacji o autoryzowanej transakcji. W ten sposób albo sami autoryzują przelew na konta oszustów albo zatwierdzają zdefiniowanie przelewu zaufanego, który nie potrzebuje dodatkowych potwierdzeń. Jeden taki przelew – i mamy puste konto.

Kto za to zapłaci?

Bank jest ustawowo odpowiedzialny za nieuprawnione transakcje dokonane kartą – klient odpowiada tylko za transakcje do równowartości 50 euro, o ile wcześniej nie zastrzeże karty. Ten limit obowiązuje nawet jeśli poszkodowany nie zgłosił kradzieży swojemu bankowi – bez względu na to, czy wynikało to z niewiedzy klienta o utracie karty (danych karty), czy lenistwa i zaniechania przekazania ten informacji do banku.

Od momentu zastrzeżenia karty to bank odpowiada za wszystkie transakcje wykonane z jej użyciem (co w praktyce jest prawie niemożliwe, skoro karta jest już zastrzeżona. Jedyną opcją jest transakcja off-line, czyli bez połączenia z bankiem, co dziś zdarza się raczej rzadko).

Ubezpieczenie karty i konta

Skoro tak łatwo kartę stracić, a dokładniej zapisane na niej dane, stąd możliwość, by od kradzieży karty czy pieniędzy z konta się ubezpieczyć. Banki widzą, że świat zakupów się zmienia i szukają możliwości na pozyskanie klientów przez oferowanie im dodatkowych usług dostosowanych do ich potrzeb.

W ten trend wpisuje się nowa oferta ubezpieczenia „Cyber Pomoc”. Ubezpieczenie, dołączane do karty do konta, funkcjonującej pod nazwą Karta Otwarta na eŚwiat, obejmuje kradzież pieniędzy z konta np. przez użycie przez nieupoważnioną osobę danych karty do kwoty 7,5 tysiąca złotych.

Dodatkowo - ubezpieczenie obejmuje pomoc prawną (do 10 tysięcy zł) w przypadku kradzieży danych w celu użycia ich np. do wyłudzenia kredytu.

Polisa obejmuje też odszkodowanie w przypadku, gdy zamówiony przez właściciela karty towar w sklepie internetowym nie zostanie dostarczony lub będzie uszkodzony. Można też dostać pomoc prawną w przypadku naruszenia naszej reputacji online (czyli np. pomówienia w social mediach) – do wartości 7,5 tysiąca zł.